Paweł Piskorski odpowiada na kłamstwa i pomówienia

2
fot. Paweł Kazimierczuk

15 kwietnia ukaże się książka Pawła Piskorskiego "Między nami liberałami". My już dzisiaj publikujemy jej fragment, poświęcony szczególnie głośnemu epizodowi z biografii autora - wygranej w kasynie w 1992 roku.

Choć od tamtej pory minęło tyle lat, sprawa ciągle działa na wyobraźnię wielu osób, pobudza do snucia najbardziej absurdalnych teorii spiskowych. Nie lubimy, kiedy koło fortuny toczy się na korzyść innych, dlatego Paweł Piskorski stał się celem ataków, przyklejono mu kiedyś łatkę, którą do dziś bardzo trudno zedrzeć. Ale on nie potrzebuje adwokata - przeczytajcie, co sam ma do powiedzenia w swojej sprawie:

 

 

 

 

Jakie śledztwa?

Klasyczny przykład to kwestia mojej wygranej w kasynie. Wszczęli śledztwo w rok po terminie przedawnienia. Przepytali dyrektora kasyna – „Czy jest możliwe, żeby Piskorski wygrał taka kwotę, gdyby dzisiaj przyszedł do kasyna”. – „Nie – odpowiada ów dyrektor – gdyż obowiązują limity stawek do jednorazowego obstawiania”. "Czy był pan świadkiem tej wygranej?" - "Nie".

A do mediów przecieka informacja, że dyrektor kasyna, w którym Piskorski miał wygrać, zaprzecza. Typowa skandaliczna manipulacja. Dopiero gdy dostaję w 2010 roku dostęp do akt okazuje się, że przepytywany dyrektor został nim trzy lata po mojej wygranej i nie mógł być jej świadkiem. Ten, który był dyrektorem kasyna w 1992 dzwonił nawet do prokuratury, bo od dawna mieszka za granicą, potwierdzając, że ta wygrana miała miejsce i że zaświadczenie o wygranej, które przecież istnieje, jest autentyczne. To jest odnotowane w aktach! Czy ktoś o tym wie?! Nie, bo prokuratura "przecieka" tylko informację "dyrektor nie wiedział". "Przecieka" też kłamstwo, że musiałbym wygrać 138 razy z rzędu, bo obowiązują limity obstawiania. Tak, ale nikt już nie mówi, że one obowiązują dziś, tak jak wiele innych wprowadzonych przez te 20 lat, a wtedy nie obowiązywały! Bo przecież, gdy rzeczywiście wygrałem te pieniądze w 1992 r. - 22 lata temu! - nie było takich limitów i wygrałem to w kilkunastu, nie następujących zresztą po sobie, wygranych. Ponadto dlaczego ktoś 22 lata temu miałby fałszować dla mnie takie zaświadczenie lub dać mi w kontrolowany sposób wygrać?! O 1992 roku opowiadałem i nie miałem wtedy żadnej wartej takich pieniędzy władzy, jeśli ktoś np. podejrzewa korupcję.

Podaję jeden przykład, ale takich kłamstw i pomówień słyszę pod swoim adresem masę. W wielu miejscach są one inspirowane politycznie, w innych wynikają z poszukiwania sensacji i słabego standardu rzetelności dziennikarskiej. Niewiele z nich jest tak skonstruowanych jak artykuł we "Wprost", który mówi o jakiś interesach z ludźmi, których nawet na oczy nie widziałem. Wtedy poszedłem do sądu i uzyskałem przeprosiny. W wielu sprawach były te pomówienia tak skonstruowane, że nie nadawały się do zaskarżenia. Tak więc z mojej perspektywy lata 2006-2008 to najgorszy okres – czas kompletnej nagonki i zaszczucia. Czasami w ogóle nie chciało mi się wychodzić z domu. Czasami nie otwierałem nawet gazet żeby nie zobaczyć tam jakiegoś kolejnego kłamstwa. Nie radziłem sobie. Przytyłem. Nadużywałem alkoholu. Upadłem z wysokiego konia.

Paweł Piskorski, "Między nami liberałami"

Dział Tematyczny

  • Nic nowego, niestety. Media, to oręż, którym chętnie i skutecznie (!) można manipulować. - by Wiktoria Frączak on sob., 01/03/2014 - 14:11